O autorze
Moja przygoda z Chinami rozpoczęła się już parę lat temu, a swoją wiedzę miałam okazję zgłębiać podczas studiów sinologicznych na angielskiej uczelni London School of Economics, na wydziale założonym przez Bronisława Malinowskiego. W tym miejscu chciałabym opowiedzieć Wam o kraju, który od XIX wieku kojarzy się głównie z “żółtym niebezpieczeństwem”. Przez lata uważany za trędowatego komunistycznego molocha zaczyna nareszcie być postrzegany jako partner gospodarczy. Poprzez przekazywanie najnowszych wydarzeń z dziedziny polityki, stosunków międzynarodowych i ekonomii mam nadzieję przybliżyć i odczarować pewne mity, które nadal przeważają w dyskursie publicznym dotyczącym tego państwa.

Amerykański sen spełnia się w Chinach

Budynek Opery projektu MAD Architects w mieście Ordos.
Budynek Opery projektu MAD Architects w mieście Ordos. http://www.i-mad.com
Amerykańscy architekci podbijają Chiny. Zwolnieni z pracy z powodu kryzysu finansowego, wyemigrowali do Państwa Środka - pisze Brook Larmer w The New York Times w artykule pod tytułem “Building the American Dream in China”.

Daniel Gillen, architekt, zwolniony z nowojorskiego biura Asymptom Architecture w 2008 roku, przez sześć miesięcy nie mógł wrócić na rynek pracy. Jego profesja została dotknięta przez kryzys finansowy. Nie otrzymując żadnej propozycji pracy w Stanach, pomimo dziesiątek wysłanych aplikacji, zdecydował się odpowiedzieć na internetowe ogłoszenie o pracę w chińskiej firmie MAD Architects w Pekinie.



- Chiny nie były na mojej liście poszukiwań - mówi Gillen. Jednak warunki ekonomiczne zmusiły go do wyjazdu. W zamian za niższą o połowę pensję dostał coś, co jest prawie nie możliwe do osiągnięcia przez młodego architekta w Ameryce - pełną swobodę twórczą.

Przez ostatnie trzy lata, pisze Larmer, zagraniczni architekci i projektanci zalali chiński rynek pokładając swoje nadzieje we wzroście gospodarczym. Poza tym, jest to państwo, w którym McKinsey & Company ma w planach wybudować ponad 50 tysięcy wieżowców - 10 razy tyle co w całym Nowym Jorku.

Gillen, gdy zaczynał pracę był jedynym obcokrajowcem w biurze MAD Architects. Dziś tylko połowę stanowią Chińczycy. Reszta to Holendrzy, Niemcy, Belgowie, Hiszpanie, Kolumbijczycy, Japończycy i Tajowie. - Większość to "uchodźcy" kryzysu finansowego - mówi Michael Tunkey, szef chińskiego oddziału Północnoamerykańskiej firmy Cannon Design.

Zagraniczne biura architektoniczne w Chinach to żadna nowość. Wiele z najlepszych amerykańskich firm ma tam swoje oddziały. Niektóre nawet od dziesięciu lat. Są oni autorami ponad połowy najbardziej reprezentatywnych pod względem architektonicznym współczesnych budynków. “Ptasie Gniazdo”, stadion narodowy w Pekinie, zaprojektowany przez szwajcarską firmę Herzog and de Meuron, siedziba chińskiej telewizji państwowej, CCTV Tower, projektu holenderskiego architekta Rem Koolhaas, czy 128-metrowy wieżowiec w Szanghaju, Shanghai Tower, zaprojektowany przez amerykańską firmę Gensler, którego ukończenie budowy przewidywane jest jest na 2014 rok - to tylko niektóre z nich.

Wzrost gospodarczy w Chinach jest zupełnie nieporównywalny do tego w krajach, z których pochodzą architekci. Wsparty przez rosnący dobrobyt i największą migrację ludności ze wsi do miast w historii, ponad 300 milionów Chińczyków na przestrzeni dwóch ostatnich dekad, tworzy całkowicie nowe realia. Największy popyt na rynku nieruchomości jest w centrum kraju i na obrzeżach miast takich jak Harbin, Changsha czy Chengdu oraz innych na wschodzie kraju.

- Wciąż jestem zaskoczony. Właśnie wyszedłem ze spotkania, na którym zgodziłem się zaprojektować szpital dla miasta, którego populacja ma wzrosnąć od 4 do 10 milionów w ciągu kilku następnych lat. - Jak zaprojektować coś mając w świadomości eksplozję demograficzną takiej wielkości? - zastanawia się Manuel Sanchez-Vera, 43 - letni architekt, który opuścił swoją rodzimą firmę w Madrycie, by pracować dla średniej wielkości Australijskiej firmy w Szanghaju.

Odpowiedzią na to pytanie jest - szybko i tanio - pisze Larmer. Oprócz podniecenia jakie towarzyszy większości projektów są też powody do niepokoju. Może się bowiem okazać, że Chiny przekroczyły już swoje możliwości, a rynek jest już nasycony do tego stopnia, że nie przyjmie już więcej budynków. Co się stanie jeśli te nowo wybudowane nie zostaną wykorzystane?

Ten problem już istnieje. Mają go nawet inicjatorzy najbardziej prestiżowych projektów architektonicznych takich jak MAD, który stworzył ultranowoczesne Muzeum w Ordos - nowo powstałym mieście w Mongolii Wewnętrznej. Bańka nieruchomości pękła w Ordosie już w zeszłym roku. Dzisiaj muzeum stoi pośrodku pustego osiedla jako symbol architektonicznego osiągnięcia i szaleńczych ambicji.

Jednak chińskie zamiłowanie do megalomanii wciąż nie ustaje. W Chengdu buduje się właśnie największy budynek na świecie. To Ocean Park. Ma wielkość 25 boisk do piłki nożnej i pod jego dachem mają mieścić się hotele, centra handlowe, akwaria, parki rozrywki, a nawet ocean ze sztucznymi falami i piaszczystą plażą. Całość zostanie dopełniona elementem wprost z Truman Show, czyli mającym ponad 200 metrów szerokości ekranem, który pozwoli plażowiczom cieszyć się pięknymi zachodami słońca, nawet jeśli zanieczyszczenie powietrza i chmury nie będą pozwalały podziwiać takiego widoku.

W Harbinie (mieście na północy, niedaleko granicy z Rosją), natomiast, MAD buduje Wyspę Kultury. Będzie to kompleks zawierający operę i centrum widowiskowe. Swoim kształtem ma przypominać wir śnieżny.

Gillen planował spędzić w Chinach rok. Trzy lata minęły, a on dalej stamtąd nie wyjeżdża. - W mojej poprzedniej pracy w Nowym Jorku spędzałem półtora roku na opracowywaniu koncepcji budynków, które nigdy nie zostały wybudowane - mówi. Zapytany o to ile ma zamiar jeszcze zostać w Chinach, odpowiada - A w jakiej kondycji jest obecnie rynek nieruchomości w Nowym Jorku? -. - Jestem w szczęśliwej pozycji. Nie wiem czy dzisiejsze tempo wzrostu w Chinach się utrzyma, ale będę tu tworzyć tak długo jak się da - dodaje.

*Jest to tłumaczenie części artykułu pod tytułem "Building the American Dream in China" autorstwa Brook Larmer, który pojawił się w niedzielnej edycji magazynu The New York Times 18 marca 2012 roku. Całość w wersji angielskiej dostępna jest pod adresem: http://www.nytimes.com/2012/03/18/magazine/architects-in-china-building-the-american-dream.html?pagewanted=all


______________________________________________________

Tu zndajdziecie ciekawy dokument o budowie Ordos 100, części willowej miasta Ordos w Mongolii Wewnętrznej, które pozostaje miastem niezaludnionym. Sto willi w Ordosie to wspólny projekt firmy Herzog and de Meuron i chińskiego artysty Ai Weiweia. Do współpracy zaprosili oni architektów z 27 krajów, spośród których każdy miał zaprojektować jeden budynek. Projekt pozostaje niezrealizowany.

Po co porywać się na budowę kolejnych stu budynków w mieście, do którego nie udało się wcześniej przyciągnąć wystarczającej liczby ludności, by zdołała zasiedlić te, które już powstały?

Trwa ładowanie komentarzy...