O autorze
Moja przygoda z Chinami rozpoczęła się już parę lat temu, a swoją wiedzę miałam okazję zgłębiać podczas studiów sinologicznych na angielskiej uczelni London School of Economics, na wydziale założonym przez Bronisława Malinowskiego. W tym miejscu chciałabym opowiedzieć Wam o kraju, który od XIX wieku kojarzy się głównie z “żółtym niebezpieczeństwem”. Przez lata uważany za trędowatego komunistycznego molocha zaczyna nareszcie być postrzegany jako partner gospodarczy. Poprzez przekazywanie najnowszych wydarzeń z dziedziny polityki, stosunków międzynarodowych i ekonomii mam nadzieję przybliżyć i odczarować pewne mity, które nadal przeważają w dyskursie publicznym dotyczącym tego państwa.

Samobójstwa jako jedna z największych chińskich chorób

Rocznie 287 tys. Chińczyków odbiera sobie życie. To daje Chinom dziewiątą pozycję na świecie. Jak wyliczono, na każde dwie minuty przypada jedna próba samobójcza.

Głośno w tym temacie zrobiło się w 2010 roku, kiedy to w fabryce Foxconn samobójstwo popełniło 14 osób. Od czasu tamtych wydarzeń zastosowano środki prewencyjne takie jak siatki przeciwsamobójcze na klatkach schodowych i na zewnątrz budynków oraz powołano zespół terapeutyczny, z którego mogą skorzystać pracownicy. Wypadki w tajwańskiej fabryce Foxconn, produkującej komponenty elektroniczne dla największych firm na świecie, to tylko wierzchołek góry lodowej. Wczoraj w internecie zostało umieszczone nagranie pokazujące Chinkę z dzieckiem próbującą skoczyć z mostu. Do zdarzenia doszło na jednej z obwodnic Pekinu. Jednak największy odsetek samobójstw, bo aż dwie trzecie, dotyczy wsi. Czemu tylu mieszkańców Chin odbiera sobie życie?



Małżeństwo

Przyczyn jest wiele. Wu Fei, antropolog z uniwersytetu Pekińskiego, zauważa, że większość samobójstw ma miejsce na wsiach i aż 90 proc. jest popełnianych na tle rodzinnym. Do niedawana to właśnie rodzina była podstawową komórka społeczną w Chinach. - Dla przeciętnego Chińczyka źródłem szczęścia było harmonijne życie rodzinne - wyjaśnia Wu. Wszystko zaczęło się zmieniać po wkroczeniu Chin na drogę kapitalizmu, który doprowadził do indywidualizacji społeczeństwa i odchodzenia od tradycyjnego modelu rodziny.

Przez wieki, tak jak w Europie do czasu rewolucji przemysłowej, chiński model rodziny charakteryzowała wielodzietność i wielopokoleniowość oparta na patriarchacie. Od czasu rewolucji Mao Zedonga, a zwłaszcza od wprowadzenia polityki jednego dziecka, ten model zaczął ulegać zmianie. Głównie z powodów materialnych, utrzymywanie wielu członków rodziny przestało się opłacać. Ludzi po prostu nie było na to stać.

Tradycyjny model został wyparty przez model rodziny nuklearnej. Od lat 80-tych typowa chińska rodzina to dwoje dorosłych i jedno dziecko. Co więcej, od lat 50-tych Mao Zedong wprowadzając egalitarystyczny model społeczeństwa i uchwalając prawo małżeńskie, po raz pierwszy zezwolił kobietom na rozwód. Od tego czasu zaczął kształtować się nowy model wspólnoty małżeńskiej oparty na partnerstwie. Od lat 80-tych obserwujemy również zjawisko romantycznej miłości, która wcześniej raczej nie funkcjonowała w społeczeństwie chińskim.

To właśnie nieprzyzwyczajenie do partnerskiego modelu małżeńskiego zdaję się być największym problemem z jakim borykają się Chińczycy. Najczęściej to nie z powodu zdrady lub przemocy, ale raczej z powodu codziennych zwykłych małżeńskich sprzeczek Chińczycy decydują się na samobójstwo. Yang Benqing, to typowy przykład kobiety, która odebrała sobie życie z powodu trywialnej sprzeczki. Do wypicia pestycydów skłonił ją fakt, że jej mąż zamiast wyciągnąć konsekwencje wobec sprawcy, który wjeżdżając traktorem na ich pole zniszczył część zbiorów, tylko mu wybaczył. Przed śmiercią, wygarnęła mu, że zachował się jak tchórz. Yang, nie mogąc przeforsować swojej argumentacji i wyjść na pozycję siły w małżeńskiej sprzeczce zdecydowała się na krok ostateczny, śmierć.

Dzieci

Oprócz kłótni małżeńskich, Wu wskazuje na nieporozumienia wynikające z przemiany innej tradycji - dziecięcej powinności wobec rodziców. W chińskiej tradycji to dzieci mają obowiązek zająć się swoimi rodzicami na starość i wspomagać ich materialnie. Najczęściej rolę tę wykonywał męski potomek, ponieważ to on po ślubie zostawał w domu rodzinnym (w przeciwieństwie do córki, która przeprowadzała się do domu męża). Jednak pogoń za pieniędzmi i szerzący się indywidualizm, całkowicie nie związany z samodzielnością majątkową tak jak na zachodzie, doprowadziły do całkowitego przewrotu w tych relacjach. Dzieci zamiast pomagać rodzicom, wyłudzają od nich pieniądze, by kupić sobie modne ubrania i gadżety. Ten “egoistyczny indywidualizm”, jak nazywa go Yan Yunxiang, profesor z Uniwersytetu Kalifornijskiego, Los Angeles (UCLA) , spowodował, że dzieci nie okazują respektu wobec rodziców jeśli nie mają wystarczająco dużo pieniędzy, by wesprzeć ich materialnie.

- Jestem inna niż wszyscy rodzice, którzy proszą o pieniądze swoje dzieci. Ja chce żeby dawały mi je dobrowolnie. Pieniądze, o które proszę znaczą co innego niż te, które syn da mi z własnej woli - wyjaśnia 66-letnia Jiaolan, matka, która próbowała popełnić samobójstwo, ponieważ jej syn nie wspierał jej finansowo jeśli go o to nie poprosiła. -Gdyby syn Jiaolan dawałby jej pieniądze bez uprzedniego czekania na pytanie o nie, okazałby prawdziwą synowską postawę i co więcej, respekt w stosunku do matki - wyjaśnia Wu.

Powyższe przypadki pokazują, że modernizacja, która zaszła w Chinach na przestrzeni ostatnich 30 lat jeszcze się nie zakończyła. - Rewolucja w chińskiej rodzinie dała więcej wolności i godności ludziom, ale nie zagwarantowała szczęścia w rodzinie. Chińczycy dzisiaj działają pod wpływem tradycji i nowoczesności. Z jednej strony, młodzi ludzie nadal popełniają samobójstwa z powodu zaaranżowanych małżeństw, z drugiej zaś, wielu ludzi cierpi z powodu wolności do miłości. Niestety tej relatywnej wolności nie towarzyszy jednoczesna transformacja w relacjach rodzinnych, która by reprezentowała całkowitą modernizację tak jak w społeczeństwach zachodnich - twierdzi Wu.

Co więcej, przy tych wszystkich zmianach zachodzących w społeczeństwie Chińskim, świadomość społeczna dotycząca chorób psychicznych jest wręcz zerowa i jest tematem tabu. W latach Rewolucji Kulturalnej choroby psychiczne były przypisywane tylko przeciwnikom systemu. Termin ‘depresja’ (youyuzheng lub yiyuzheng), natomiast, zaczął być dopiero używany w latach 90-tych. Wcześniej nie był stosowany - mówi Sing Lee wykładowca z uniwersytetu Harvard. Jeśli ktoś zostanie zdiagnozowany z jedną z chorób psychicznych, znalezienie pracy, chodzenie do szkoły lub stanie się niezależnym jest prawie niemożliwe. Poza tym, pacjent nie jest poddawany leczeniu szpitalnemu, a jego zdrowie leży w gestii rodziny. - Wielu ludzi nie rozpoznaje problemów psychicznych - mówi Michel Phillips z Szanghajskiego Szpitala Psychiatrycznego, - na wsiach więcej niż 60 proc. mieszkańców nigdy nie słyszało o depresji - dodaje.

Presja społeczna i migracja

Gdy wyjdziemy poza obszar rodziny okaże się, że młodzi Chińczycy, podobnie jak ich rówieśnicy z Korei Południowej, poddawani są ogromnej presji społecznej, aby być najlepszymi uczniami w szkole i co za tym idzie odnosić sukcesy w pracy po zakończeniu edukacji. Z tych i innych powodów około 40-stu Koreańczyków dziennie odbiera sobie życie. To, że Chińczycy mają obsesje na punkcie robienia kariery najlepiej odzwierciedla ilość książek dotyczących odnoszenia sukcesów sprzedawanych na rodzimym rynku. Książka pod tytułem “Harvard Girl” (Hafo Nuhai Liu Yiting: suzhi peixun jishi), która sprzedała się w ponad dwóch milionach egzemplarzy, jest poradnikiem, który opowiada jak wytresować dziecko, by zostało przyjęte na Harvard. Główna bohaterka Liu Yiting swoją edukację zaczęła jako niemowlę, w wieku 15 dni... i właściwie stała się robotem, której jedynym czasem wolnym był sen.

W Chińskim społeczeństwie nie ma miejsca na przegranych i biednych. Życie w ubóstwie nie jest już uważane za coś normalnego jak to było w czasach Mao. W dzisiejszych czasach, nędza to piętno. Biedny jest najczęściej postrzegany jako zacofany i tym samym przegrany. Jeśli rodziców nie stać na edukację dziecka to jego mobilność społeczna jest wręcz niemożliwa. To samo dotyczy dzieci, których rodziców nie stać, by uczęszczały na zajęcia pozalekcyjne. Ci, którzy tego nie robią są automatycznie klasyfikowani jako niższa klasa społeczna, o mniejszym stopniu ucywilizowania (suzhi). Nędza i brak dostępu do edukacji również jest znanym powodem samobójstw w Chinach.

Ten problem dotyczy głównie rodzin migrantów, którzy często nie mogą pozwolić sobie na posłanie dzieci do szkoły w mieście, gdzie pracują z powodu nie posiadania meldunku (hukou). To właśnie hukou upoważnia Chińczyków do korzystania z darmowej służby zdrowia, edukacji i innych świadczeń socjalnych, ale tylko w miejscowościach, gdzie są zameldowani. Życie migranta pomimo wielu wad jest wybierane z powodu większych i gwarantowanych zarobków niż na wsiach. W najbliższym czasie system przyznawania hukou ma się zmienić i będzie można się o niego ubiegać po przepracowaniu określonego czasu w danym mieście, ale nadal nie będzie dotyczyć największych aglomeracji takich jak Pekin, czy Szanghaj.

Migrantom jest również ciężko przystosować się z innego powodu, w mieście uważani są za “wieśniaków”, a kiedy wracają do siebie na wieś są często pogardliwie traktowani jako “miastowi”. Brak identyfikacji również wpływa na ich psychikę. Poza tym długie godziny pracy, nieludzkie warunki, w których muszą pracować, oraz monotonia wykonywanego zajęcia, jak wycinanie loga Apple w spodzie do iPada, również wpływają na brak perspektyw związanych z przyszłością. To wszystko może również składać się na przyczyny częstych samobójstw w miastach, jednak brakuje dokładnych badań potwierdzających te dywagacje.

Co państwo robi w tej sprawie?

By zwalczyć plagę samobójstw chiński rząd podjął już parę kroków takich jak wprowadzenie restrykcji dotyczących produkcji i sprzedaży pestycydów, które są najczęstszym środkiem wypijanym przez samobójców. Sponsoruje również kampanie społeczne na wsiach, szkołach i miejscach pracy, by zwiększyć świadomość społeczną. Niestety dane świadczą o tym, że kroki te są niewystarczające. Pomiędzy 2002 a 2011 rokiem w Pekińskim Centrum Badań i Zapobieganiu Samobójstw tylko 24 proc. dzwoniących na telefon zaufania doczekało się odpowiedzi. Co więcej, brakuje psychologów i psychiatrów. W Chinach jest ich tylko 14 tysięcy. Dlatego w telefonach zaufania lub w miejscach pracy zasiadają najczęściej studenci, którzy przeszli tylko jednorazowe szkolenie.

Oprócz już podjętych działań, rząd musi rozbudować systemy prewencyjne takie jak telefony zaufania, ale przede wszystkim zająć się promocją studiów w zakresie psychologii i psychiatrii, by wyszkolić ludzi, którzy mogliby pracować w przychodniach na wsiach, miastach i fabrykach. To wydają się być minimalne kroki, które należy podjąć, by choć w niewielkim stopniu obniżyć liczbę samobójstw w kraju.
Trwa ładowanie komentarzy...