O autorze
Moja przygoda z Chinami rozpoczęła się już parę lat temu, a swoją wiedzę miałam okazję zgłębiać podczas studiów sinologicznych na angielskiej uczelni London School of Economics, na wydziale założonym przez Bronisława Malinowskiego. W tym miejscu chciałabym opowiedzieć Wam o kraju, który od XIX wieku kojarzy się głównie z “żółtym niebezpieczeństwem”. Przez lata uważany za trędowatego komunistycznego molocha zaczyna nareszcie być postrzegany jako partner gospodarczy. Poprzez przekazywanie najnowszych wydarzeń z dziedziny polityki, stosunków międzynarodowych i ekonomii mam nadzieję przybliżyć i odczarować pewne mity, które nadal przeważają w dyskursie publicznym dotyczącym tego państwa.

Chiński spektakl na szczycie

Bo Xilai z żoną.
Bo Xilai z żoną. AP ze strony www.guardian.co.uk
Już dawno w Komunistycznej Partii Chin nie było takiego zamieszania. Afera związana z Bo Xilaiem, niegdyś pretendentem do stołka w najwyższym chińskim organie państwowym Komitecie Stałym Politbiura, nabiera rozpędu. Zamieszany jest w nią już nie tylko sam polityk, ale również jego żona. Oskarżono ją o morderstwo brytyjskiego biznesmena. Jak poradzi sobie z tym Partia?

Chiński thriller rozpoczął się 6 lutego, kiedy to prawa ręka Bo Xilaia, Wang Lijun, udał się do amerykańskiego konsulatu prosić o azyl polityczny. Był to policzek wymierzony w jego zwierzchnika.



Wang będąc u Amerykanów, miał przedstawić dowody na korupcje Bo. Wtedy to kariera niegdyś bardzo popularnego syna Maoisty, zawisła na włosku. Nie minął miesiąc, a najwyżsi wodzowie zarządzili o jego odejściu z funkcji Sekretarza Komunistycznej Partii Chin w Chongqingu, jednej z pięciu największych aglomeracji w Chinach.

Ale dramat Bo się na tym nie kończy...

Jak się później okazało, Wang wyznał Amerykanom coś jeszcze - żona Bo, Gu Kailai, miała dopuścić się morderstwa. Jej mąż natomiast miał zrobić wszystko, by je zatuszować. W Chongqingu poleciały głowy. W tym Wang’a, który został zwolniony z funkcji szefa policji w mieście.

Brytyjski akcent

Ofiarą tej jednej z najbardziej wpływowych rodzin w Chinach miał być Neil Heywood, brytyjski biznesmen. Jego ciało znaleziono w listopadzie, w jednym z hoteli w Chongqingu. Oficjalną przyczyną śmierci, jaką wtedy podano, było zatrucie alkoholowe.

Rodzina Bo została wmieszana w całą sprawę, ponieważ prowadziła z nim interesy. Heywood tuż przed śmiercią przelał na konto Bo pokaźną sumę pieniędzy. Z informacji prasowych wiadomo, że Brytyjczyk i chińska rodzina byli ze sobą w dość bliskich relacjach. Bo pomagał Heywoodowi we wprowadzeniu go do chińskiego świata biznesu. W zamian za to Heywood pomógł umieścić ich syna, Bo Guagua, w jednej z najlepszych brytyjskich szkół Harrow, którą sam ukończył. Mówi się również o tym, że Brytyjczyk i Chinka mieli ze sobą romans.

Motywem zbrodni, jak podaje Reuters, miała być obawa Gu przed upublicznieniem informacji o trzymaniu rodzinnych pieniędzy na zagranicznych kontach bankowych, co mogło odbić się na politycznej karierze męża.

1989-2012

Afera ta została nazwana przez najbardziej poczytne światowe media “największym zamieszaniem od czasów protestów na Tiananmen w 1989 roku”. To jednak nie pierwszy raz, kiedy Partia musi poradzić sobie z oskarżeniami dla najwyżej postawionych polityków. Podobna historia dotyczy niespokrewnionych ze sobą Chena Xitonga i Chena Liangyu. Ten pierwszy został usunięty z funkcji burmistrza Pekinu i członka Politbiura w 1995 roku z powodu oskarżeń o korupcję. Drugi natomiast, jako ówczesny Sekretarz Komunistycznej Partii Chin w Szanghaju i członek Politbiura, został aresztowany pod zarzutem korupcji i przyjmowania łapówek w 2006 roku.

Co odróżnia aferę rodziny Bo jest jej międzynarodowy wymiar. To jedyny skandal w nowożytnej historii Chin, który dotyczy trzech krajów: Ameryki, Wielkiej Brytanii i Chin.

Wszechmogąca Partia w opałach

Dlatego Partia robi co może by ratować swój wizerunek. W zeszły wtorek państwowa agencja informacyjna Xinhua napisała, że chińskie prawo jest nieuchronne i będzie ścigać wszystkich, którzy go nie przestrzegają, niezależnie od pełnionych przez nich funkcji.

W podobnym tonie był wczorajszy artykuł autorstwa premiera Wen Jiabao, opublikowanego w konserwatywnym magazynie Qiushi. Wen wezwał w nim do walki z korupcją i ostrzegł, że “władze na wszystkich szczeblach, które pozwolą na występowanie korupcji lub nie uda im się z nią rozprawić w krótkim czasie, poniosą taką samą odpowiedzialność jak jej sprawcy”. Zmiany mają dotyczyć również upublicznienia rezultatów śledztw w sprawach dotyczących korupcji.

Nic nowego

Ten ostatni punkt szczególnie nie pokrywa się z tym, co dzieje się teraz w Chinach. Od paru dni blokowane są internetowe wyniki wyszukiwania dotyczące rodziny Bo i innych osób zamieszanych w skandal oraz usuwane są konta użytkowników Sina Weibo, chińskiego odpowiednika Twittera, którzy dotychczas publikowali pod pseudonimami.

Co więcej, w 2006 roku, po aresztowaniu Chena, agencja Xinhua napisała “jeśli ktokolwiek, niezależnie od pełnionej funkcji, naruszy kodeks partii lub obowiązujące prawo będzie surowo ukarany”. Jednak jeszcze żadnego z najwyżej postawionych polityków nie skazano na karę śmierci, która grozi za korupcję. Bo również nie powinien się jej obawiać. Co innego jego żona i Wang Lijun, któremu za wyjawienie tajemnicy państwowej Amerykanom grozi właśnie śmierć.

Jonathan Fenby, autor książki pt. “Chiny. Upadek i narodziny wielkiej potęgi” w artykule dla the New York Times’a twierdzi, że afera Bo to tylko, jak to nazywa, “pokaz slajdów” - odciągnięcie uwagi od wyzwań przed którymi stoją Chiny. “Nikt nie może podważyć ogromnych osiągnięć Chin w dziedzinie ekonomii i w ulepszeniu bytu jednostki. Życie jest tam teraz o stokroć lepsze i charakteryzuje się większą wolnością niż za czasów Wielkiego Sternika (Mao Zedonga). Ale model ekonomiczny się przedawnił” - konkluduje.
Trwa ładowanie komentarzy...